czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt ♥

Przed świętami nie udało mi się wstawić rozdziału, ale po świętach to już co innego kochani, więc na dniach powinien się pojawić. Wiem, że znowu was przetrzymuje.
Życzę wam
-Zdrowych, radosnych świąt w rodzinnym gronie,
-Smacznej Wigilii (mmm... pycha),
-Udanych prezentów,
-Sytuacji rozgrzewających wasze serduszka,
-Uśmiechu na twarzy,
-Poczucia bliskości naszego idola ♥
-Spełnienia marzeń i czego tylko sobie mocno zapragniecie.
Wesołych Świąt kochani, jesteście cudowni :* ♥

sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 11

Leżałam nieruchomo na łóżku. Nie spałam już od dłuższego czasu, ale nie chciało mi się wstawać. Cały czas słyszałam jak krople deszczu stukają o szybę, co dodatkowo przekonywało mnie do pozostania w łóżku i do tego ta ciepła, śnieżnobiała kołderka. Przewróciłam się na prawą stronę i na nocnej szafce ujrzałam jakiś liścik. Bez namysłu, usiadłam na łóżku i złapałam w dłonie skrawek papieru, na którym było wyjaśnienie tego, czemu obudziłam się sama w pokoju Michaela.
Musiałem pilnie pojechać do studnia, będę koło 14 i mam nadzieję, że moje dzisiejsze plany przeznaczone dla nas wyjdą. Przygotuj się, zabieram cię w wyjątkowe miejsce.
Michael :*
-Co on kombinuje?-zapytałam sama siebie. 
W końcu wstałam z łóżka i postanowiłam wziąć poranny prysznic, zabierając po drodze ciuchy. Gotowa zbiegłam na dół i podwinęłam rękawy mojej ulubionej, granatowej bluzy. Pierwsze co zrobiłam to pomycie pozostawionych naczyń w zlewie, których nie było dość dużo. Następnie postanowiłam, że czas wyjść po za mury Neverlandu. Wiem, że Michael by mnie nie puścił samej, zwłaszcza po ostatnich wydarzeniach, ale jego nie ma. Ubrałam buty i z uśmiechem na twarzy wyszłam z domu. Przemierzyłam posiadłość równą drogą, docierając do bramy. Spotkałam przy niej Billa, którego nie widziałam od paru dni. Przywitałam się z nim.
-Może cię podwieźć?-zapytał.
-Jeśli proponujesz.
Już po niedługiej jeździe, dotarliśmy do biblioteki, w której pracowałam przed poznaniem Michaela. Weszłam do środka i podeszłam do lady, przy której stała zaczytana starsza pani. W końcu pani Margaret podniosła głowę i uśmiechnęła się na mój widok, widocznie moja wizyta sprawiła jej ogromną radość.
-Dziecko, jak ja dawno cię nie widziałam.
Przytuliła mnie, a ja próbowałam powstrzymać łzy. Mimo wszystko dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo tęskniłam za tą przemiłą kobietą. W końcu to dzięki niej miałam chociaż trochę pieniędzy i to dzięki niej w dużym stopniu jeszcze tu jestem.
-Jak biblioteka?
-Jak widać dalej się trzyma, ale strasznie w niej brakuje ciebie. Kochanie, jak sobie radzisz?
-Dobrze i dziękuje, że pani pyta.
-Ależ drogie dziecko nie ma za co. A co tu robisz?
-Przybyłam panią odwiedzić i muszę kupić sobie jakąś sukienkę, więc później pójdę do sklepu.
-Kochana. Wiem, że jestem już stara i w ogóle, ale mogę zamknąć bibliotekę i pójść z tobą. I tak nie mam nic lepszego do roboty.
-Będzie mi miło.
Przedstawiłam sobie panią Margaret z Billem i po chwili wszyscy w trójkę, przemierzaliśmy sklepy. Może i nie miałam zbyt dużo swoich oszczędności, ale przecież na jakąś skromną sukienkę na dzisiaj powinno wystarczyć. Weszliśmy do sklepu, który po brzegi był wypełniony sukienkami i spódniczkami w różnych kolorach. Weszłam do przymierzalni i tylko czekałam na kolejne rzeczy, które przyniesie mi Bill lub pani Margaret. Oni oceniali mój ubiór i okazali się być naprawdę świetnymi doradcami, chodź na owych nie wyglądali. W końcu po dłuższych poszukiwaniach znalazłam sukienkę idealną. 
Była ona w kolorze jasnego różu i cała pozłacana, a zwłaszcza góra. Leżała na mnie świetnie i też dobrze się w niej czułam, moim 'stylistom' również wpadła w oko. Jednak pojawił się pewien problem, sukienka ta jest dla mnie za droga. Odstawiłam ją i razem z przyjaciółmi wyszłam ze sklepu. Ja i pani Margaret postanowiłyśmy się jeszcze przejść się  po parku, a Bill gdzieś się podział. Nagle dostrzegłam go idącego z jakąś tajemniczą torbą w ręku. Bez słowa podarował mi ją. Ja niepewnie ją przyjęłam i po zbadaniu zawartości, spojrzałam na niego pytająco.
-Bill?
-To taki prezent. Michael jak cię w niej zobaczy to na pewno padnie z wrażenia. 
-Dziękuje!-krzyknęłam i rzuciłam się na szyję Billemu.
***
Umalowana i ubrana w swoją dzisiejszą zdobycz, wyczekiwałam powrotu Michaela, który miał nadejść za niedługo. Muszę przyznać, że strasznie się denerwowałam. Nie wiedziałam jak miałam się zachować po tym co się wczoraj stało. A jeśli Michael po prostu chce mi powiedzieć, że te pocałunki nic dla niego nie znaczyły? Zaczynałam się doszukiwać coraz to bardziej czarnych scenariuszy, ale na szczęście do salonu wkroczył Michael. Przystanął i spojrzał na mnie z błyskiem w oku.
-Pięknie wyglądasz.
Poczułam, że się rumienię. Michael do mnie podszedł i po chwili zawahania musnął wargami mój policzek co wywołało u mnie falę dreszczy.
-Mam dla ciebie niespodziankę.
-Jaką?
-Wyjazd na Karaiby!
-Słucham?
-Coś nie tak?
-Nie Michael, wszystko w prządku. Tylko troszkę mnie zaskoczyłeś. Kiedy ten wyjazd?
-Jutro.
-No nie i ty to tak późno mówisz. Muszę się jeszcze spakować, naszykować i wszystko ogarnąć.
Poczułam jak Michael przykłada mi palec do ust.
-Cii, spokojnie ze wszystkim zdążymy. Teraz rozkoszujmy się chwilą.
Spojrzałam w jego tęczówki, a później na usta, które tak bardzo mnie w tym momencie pociągały. Michael widocznie myślał o tym samym co ja, bo przybliżał się coraz bardziej, aż w końcu połączył nasze wargi. Odwzajemniłam pocałunek i poczułam się jak księżniczka z bajki, która odnalazła swojego księcia i teraz będzie żyła długo i szczęśliwie. Jednak jak miałam się za niedługo przekonać, nie wszystko jest takim kolorowym na jakie wygląda. Najpierw mamy w swoim życiu chwilę szczęścia i miłości u boku ukochanej osoby, a później spotyka nas jakaś nieprzewidziana sytuacja, która wywraca nasze życie do góry nogami. Zabawne, jakby moje życie już nie wystarczająco dało mi popalić.

  • Błagam was na kolanach o wybaczenie za tak długą nieobecność. Zawiodłam was i strasznie mi się z tym teraz pogodzić, więc możecie mnie obrażać w komentarzach pod rozdziałem do woli. Zaraz po oczywiście wyrażeniu opinii na temat tego moim zdaniem beznadziejnego rozdziału. Mi nie przypadł do gustu i uważam, że wyszedł mi okropnie, ale nie piszę tego dla siebie więc czekam na wasze zdanie. We wtorek, środę i czwartek piszę egzamin próbny, a po nim będę miała już chwilę wytchnienia, więc myślę, że następny rozdział pojawi się w piątek. No nic Pozdrawiam was kochani, do następnego i lecę nadrabiać zaległości u was :* ♥


piątek, 2 października 2015

Rozdział 10

Przebudziłam się i natychmiastowo przyzwyczaiłam oczy do ciemności. Zauważyłam, że spałam wtulona w Michaela. Musieliśmy tu zasnąć. Uklęknęłam przy kanapie i wpatrywałam się w jego anielską, pogrążoną we śnie twarz. Spokojnie oddychał, a jego niesforne kosmyki włosów opadały mu na czoło i oczy. Był taki spokojny. Ucałowałam delikatnie jego policzek, tak aby go nie zbudzić i powędrowałam do kuchni. Wstałam, bo miałam koszmar. Nie chcę ich znów mieć, nie chcę przechodzić przez to samo. Czy to się kiedyś skończy? Czy mogę uciec od tego przeklętego człowieka? Dlaczego, kiedy już odzyskuje spokój i chęć do życia to piekło znów mnie dopada? Jednak jest w tym wszystkim pewien plus. Mam przy sobie prawdziwego anioła stróża, który jest zawsze przy mnie kiedy go potrzebuje. Chroni mnie i ratuje przed złem. Pewnie wiecie o kogo chodzi. I tak, nie mylicie się. Tym aniołem stróżem jest nie kto inny jak Michael. To dzięki niemu tu jestem. Dzięki niemu odzyskałam tą radość z życia. Zrozumiałam, że mogę być dla kogoś ważna. Wiele razy się zastanawiałam, co ja tak naprawdę czuję do Michaela? Odpowiedź jest za każdym razem taka sama. Jest moim przyjacielem i boję się wykraczać z moimi uczuciami w sfery miłości. Boję się, sama nawet nie wiem czego. Jeśli Mike mnie nie kocha? Jeśli jestem dla niego ciężarem? Zalałam kubek gorącej herbaty i usiadłam na parapecie, przypatrując się tarczy księżyca, który co jakiś czas był zasłaniany przez gęste, ciemne chmury. Przymknęłam oczy i udałam się do krainy moich własnych marzeń. Widziałam siebie szczęśliwą obok wspaniałego, kochającego mężczyzny i dzieci, które szczęśliwe biegały po ogromnym podwórku. Nie wiedząc czemu, moje myśli znów powędrowały w kierunku człowieka, który jest mi najbliższą osobą.
***
Podniosłem rękę chcąc utulić Emmę, ale zastałem tylko zimną część kanapy. Otworzyłem oczy i słysząc jakieś dźwięki w kuchni, bez namysłu się tam udałem. Przekraczając próg na chwilę przystanąłem. Emma siedziała na parapecie z zamkniętymi oczami i nad czymś rozmyślała. W dłoniach trzymała kubek, który był wypełniony parującym, gorącym płynem. Jej twarz była rozmarzona i lekko uśmiechnięta. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek i starałem się zakodować na długi czas tą scenę w pamięci. Jej długie, blond włosy były w nieładzie, a bluzka była pognieciona. Podszedłem do niej i nie mogąc się powstrzymać, mocno ją przytuliłem. Ku mojemu zdziwieniu, ona odwzajemniła uścisk. Czułem jej ciepły oddech na szyi, przez który po moim ciele przechodziły przyjemne ciarki. Głaskałem na przemian jej ramiona i plecy. Czułem, że w tej niesamowitej chwili, otulam cały swój świat. Odchyliła się ode mnie i z lekkim uśmiechem upiła pierwszy łyk cieczy. Z ogromną uwagą śledziłem każdy jej ruch. Jej ciepła dłoń splątała się z moją, a jej zielonkawe oczy zmieszały się z moimi. Ani trochę nie peszył mnie jej czuły wzrok. Wręcz przeciwnie. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo w tej chwili mam ochotę posmakować jej ust. Tak bardzo chciałbym w tym momencie móc jej powiedzieć co czuję i jak wiele dla mnie znaczy, ale nie potrafię. Nie wiem czy jest na to gotowa, a nie chcę jej do siebie zrazić. Przygryzłem niekontrolowanie wargę.
-Nie rób tak, bo mam ochotę cię wtedy pocałować-powiedziała, a moje serce szybciej zabiło.
-Ja muszę się powstrzymywać cały czas, żeby cię nie całować-znów lekko przygryzłem wargę.
-Dlaczego? 
Jej oczy wyrażały nadzieję. Pokazywały iskierki, których jeszcze u niej nie widziałem. Nieśmiało się do niej przybliżyłem, jakby pytając ją o zdanie. Emma się jednak również przybliżyła i wtedy już nie mogłem czekać. Wtopiłem się w jej czułe usta. Posmakowałem tej nie bywałej słodkości. Ona odwzajemniła mój pocałunek. Otuliłem dłońmi jej twarz i zacząłem ją całować coraz to namiętniej i pożądliwiej. Wcale nie była mi dłużna, przekazała mi te same uczucia. Kiedy się oderwała, żadne z nas się nie odezwało. Emma dokończyła pić herbatę i odstawiła kubek obok mojej dłoni opartej o blat kuchenny. Zeszła z parapetu i stanęła naprzeciwko mnie. Tym razem to ona mnie pocałowała. Nie mogliśmy przestać, zaczęliśmy się w pełni oddawać tej rozkoszy. Lekko ją uniosłem, a ona owinęła się wokół moich bioder nogami. Wszedłem powoli po schodach na górę i zaprowadziłem nas do mojej sypialni. Zbliżyłem się do łóżka i ułożyłem ją pod sobą. Spojrzałem na nią i zobaczyłem, że się uśmiecha. Ucałowała czubek mojego nosa, później policzek, czoło i znów przeszła do ust, które tak bardzo jej w tej chwili pragnęły. Nie mogłem oprzeć się pokusie, zjechałem pocałunkami na jej szyję. Ona odchyliła głowę i pozwoliła mi działać. Z każdym muśnięciem jej skóry czułem się coraz szczęśliwszy i coraz bardziej jej pragnąłem. Emma niespodziewanie pociągnęła delikatnie moje włosy i zdjęła ze mnie koszulkę. Przejechała dłonią po moim torsie i znów spojrzała w moje oczy. Oboje w tej samej chwili przystopowaliśmy. Emma na mnie spojrzała i dotknęła przepraszająco mojego policzka.
-Michael przepraszam, ja...
-Cii
Nie dałem jej dokończyć. Położyłem się obok niej, a ona jak na zawołanie wtuliła się w moje ciało i przymknęła powieki. Czułem się najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Tak szybko się to wszystko potoczyło, że nawet nie wiem jakim cudem znalazłem w sobie tyle odwagi. Jednak wiem jedno, nie żałuję tego. Jutro chcę jej powiedzieć o moich uczuciach i mam nadzieję, że dla niej to wszystko również coś znaczyło.
***
Czy na początku mówiłam, że się boję pogodzić z tym, że go kocham? Właśnie w tej chwili zdałam sobie z tego stuprocentową pewność. On jest tym jedynym, przy którym czuję te słynne motylki w brzuchu i radość na samą myśl o spędzeniu z nim kilku chwil. Kiedy mnie pocałował moje ciało eksplodowało szczęściem, poczułam się jak najcenniejsza dla niego osoba. Był delikatny i taki czuły. Nie mogłam się mu oprzeć, sama tego chciałam. Kiedy zaczęliśmy się całować na jego łóżku i kiedy zdjęłam jego koszulkę to dopiero wtedy zdałam sobie sprawę z tego do czego to zmierza. Nie byłam na to jeszcze gotowa i on to uszanował. Po prostu mężczyzna cud. Żeby wszyscy byli tacy jak Michael to świat byłby lepszy. Wtuliłam się w jego nagi tors, zaciągając się zapachem jego delikatnej skóry. Moje powieki robiły się coraz cięższe. Na koniec poczułam jeszcze jak moja miłość, delikatnie całuje mnie we włosy. Moja miłość. Prawda, że cudownie brzmi? 

  • Hmm.... długo mnie tu nie było. Bardzo przepraszam, ale wiecie szkoła, przygotowania do bierzmowania i egzaminów. Sama ledwo co znajdowałam czas dla siebie i starałam się pisać w każdej wolnej chwili rozdział i w końcu powstał. Jak pewnie zauważyliście nie miałam nawet czasu na komentowanie waszych opowiadań za co również bardzo przepraszam. W ten weekend postaram się wszystko poogarniać i zacznę już pisać rozdział, który być może ukaże się za tydzień. Co do tego rozdziału. Spodziewaliście się takiego obrotu sprawy? Co o tym sądzicie? Dziękuje ślicznie za wasze ostatnie komentarze i Pozdrawiam kochani ;)
  • Do następnego, Frikiki ♥




wtorek, 15 września 2015

Rozdział 9

Kiedy Janet skończyła mi robić makijaż, ja wstałam z krzesełka i okręciłam się wokół własnej osi. Moja biała sukienka idealnie była dopasowana do mojej figury i wirowała razem z ruchem mojego ciała.
Spojrzałam na przyjaciółkę i ją przytuliłam, dziękując za pomoc w przygotowaniach. Po chwili się oderwałam od niej i musiałam zadać jej to pytanie.
-Janet, czy ta sukienka nie jest za krótka?
-Oczywiście, że nie. Michael jak cię zobaczy to padnie.
W odpowiedzi się uśmiechnęłam i ostatni raz rzuciłam spojrzeniem na moje odbicie w lustrze. Później wzięłam moją małą torebkę, gdzie zmieściły się niezbędne mi rzeczy do wyjścia. Następnie ucałowałam Janet w policzek i jak usłyszałam kolejny krzyk zniecierpliwionego Michaela, to zeszłam na dół. Stał tyłem do schodów, oparty o komodę. Cały czas spoglądał na zegarek i widocznie był strasznie pozbawiony wszelkiej swojej cierpliwości, której i tak posiadał niewiele. Zeszłam bezszelestnie z ostatniego schodka i czekałam aż się odwróci.
-Emma, idziesz już?-odwrócił się i odebrało mu mowę.
Miał otwartą buzię i mi się przyglądał. Ja zaśmiałam się na ten widok i podeszłam do niego. Janet wyrzuciła nas za drzwi i życzyła dobrej zabawy. Natomiast Mike odzyskał głos dopiero na zewnątrz. 
-Pięknie wyglądasz-powiedział, zaglądając głęboko w zieleń moich oczu.
-Dziękuje.
Złapał mnie za rękę i weszliśmy do limuzyny, którą mamy dojechać na przyjęcie. Na miejscu byliśmy po niecałych 15 minutach. Zanim wyszliśmy Michael uprzedził mnie o tym, że na pewno będziemy pod odstrzałem fotografów i dziennikarzy. Uśmiechnęłam się zapewniając go, że nie przeszkadza mi to i pozwoliłam, aby wyprowadził mnie z samochodu. Wyszedł i po chwili podał mi swoją dłoń, która jest dla mnie najbezpieczniejszą rzeczą na świecie. Z jego pomocą wysiadłam i stanęłam obok niego. Zaczęliśmy iść przez główne przejście, a z każdym krokiem światło migawek coraz bardziej mnie oślepiało. Już nie wspomnę o pytaniach jakie zadawali. Jednak Michael niczym niewzruszony bezpiecznie doprowadził nas do wejścia na salę. Uśmiechnął się do mnie przepraszająco, a ja ucałowałam jego policzek. Na ten gest objął mnie w talii i w końcu pojawiliśmy się wśród gości.
***
Przedstawiałem Emmę wszystkim po kolei. Najlepszy kontakt złapała z główną tancerką z trasy koncertowej, Evie i Rickiem, który również jest tancerzem. Evie i Rick są parą i naprawdę bardzo się kochają. Widać to po nich od razu. Jedyne co mnie nie pokoiło to wzrok pewnego Marka. Cały czas obserwował moją towarzyszkę i myślę, że wcale nie z ciekawości. Nie dawałem po sobie poznać, że coś mnie gryzie i uśmiechałem się. Byłem pod wrażeniem również tego jak dobrze bawi się Emma. Bała się tu przyjść. Uważała, że nie pasuje do tego świata, a teraz proszę bardzo jaka szczęśliwa. Byłem z tego dumny. Złapałem jej dłoń, a ona nic nie mówiąc po prostu przytrzymała uścisk.
Całe przyjęcie spędziliśmy razem.  Do czasu aż Emma nie poszła do łazienki. Ja natomiast cierpliwie na nią czekałem, rozmawiając z Rickiem. Kiedy jednak nie było jej coraz to dłużej, zacząłem się zastanawiać dlaczego. Zauważyłem również, że zniknął Mark i w głowie łączyły mi się pewne fakty. Przypomniałem sobie jak Emma opowiedziała mi o swojej bolesnej przeszłości i o tym jaką krzywdę wyrządził jej ten chłopak. Miał na imię Mark. W tej chwili mnie oświeciło i poszedłem szukać Emmy. Wparowałem do damskiej łazienki, ale tam nikogo nie było. Z coraz bardziej bijącym sercem wyszedłem na dwór i zacząłem biec w stronę ciemnego lasu, gdzie usłyszałem jakiś podejrzany hałas. Biegłem odgarniając z drogi gałęzie i co chwilę się potykając o korzenie drzew.
***
Kiedy byłam w łazience, to ktoś zakrył mi oczy i usta i wyciągnął mnie na zewnątrz budynku. Próbowałam się bronić, ale ten ktoś był silniejszy. Wziął mnie na ręce i pobiegł do ciemnego lasu. Dobiegł ze mną do jakiejś polany i rzucił mną na ziemię. Księżyc oświetlił twarz sprawcy, a ja dostrzegając tak bardzo znajomą mi twarz, miałam ochotę zemdleć ze strachu. Tej twarzy nigdy nie zapomnę. Przez tyle lat pojawiała się codziennie w moich sennych koszmarach, a jego głos i pożądliwe oczy przyprawiały mnie o mdłości. Zaczął do mnie powoli podchodzić, a ja się odsuwałam z każdym jego krokiem w tył. W pewnym momencie uniemożliwiło mi to drzewo, w które zaczęłam wbijać się plecami. Kiedy Mark już podnosił rękę, kierując ją do mojej twarzy, usłyszeliśmy głos Michaela. Pewnie mnie szukał. Dziękując za to Bogu, skorzystałam z okazji i kopnęłam Marka w czułe miejsce, a on zwinął się z bólu. Dzięki temu mogłam uciec. Biegłam ile tylko miałam sił w nogach, nie odwracając się za siebie. Myślałam, że się zgubiłam, ale wpadłam w ramiona Michaela. Mocno się w niego wtuliłam i teraz dałam upust emocjom. Rozpłakałam się, a ten wziął mnie na ręce i wyprowadził nas z lasu. Zawołał Billa, który natychmiastowo zadzwonił na policję, a sam odwiózł nas do domu. Skuliłam się w kulkę i patrzyłam nieprzytomnym wzrokiem za szybę. Gdy zobaczyłam bramę Neverlandu, poczułam się bezpieczna i spokojna. Ani się obejrzałam jak siedziałam na kanapie w salonie przy kominku dającym przyjemne ciepło. W dłoniach trzymałam kubek z herbatą i nieobecnym wzrokiem wpatrywałam się w ogień. Niespodziewanie przysiadł się do mnie Michael.
-Przepraszam-odezwał się po dłuższej chwili.
-Za co? To przecież nie twoja wina, ty nie zrobiłeś nic złego. Wręcz przeciwnie, uratowałeś mnie.
-Ale gdyby nie ja to nie byłabyś tam.
Spojrzałam na niego i zobaczyłam te piękne ciemne tęczówki, przepełnione poczuciem winy i smutkiem. Zbliżyłam się do niego i ucałowałam delikatnie jego policzek. On mnie przytulił i wierzcie mi lub nie, ale oboje zasnęliśmy na kanapie pod kocem i przy kominku. 

  • Mam nadzieję, że podobał wam się ten rozdział. Dziękuje za komentarze pod ostatnim rozdziałem i czekam na kolejne. Pozdrawiam wszystkich, którzy czytają ♥
  • Ostatnio dostałam prośbę od jednej z koleżanek, żebym podała tu link do mojego fb. Jestem otwarta w razie czego na nowe znajomości i chętna do rozmów, więc nie ma problemu. Uwielbiam poznawać nowych ludzi i można oczywiście zapraszać ;) https://www.facebook.com/agnieszka.konsek.3 




niedziela, 6 września 2015

Rozdział 8

-A co sądzisz o tej?-Janet pokazała mi kolejną z sukienek.
-Idź ją przymierzyć-odparłam z uśmiechem.
Wybranie sukienki dla Janet wcale nie jest takie łatwe. Ona nie lubi sukienek bogato zdobionych czy długich. Musi być krótka i zwykła jak to ona ujęła. Trudno jest taką dostać, ale wierzę, że w końcu uda nam się znaleźć odpowiednią. Siedziałam na krzesełku przed przymierzalnią i czekałam aż w końcu wyjdzie na zewnątrz. Zauważyłam, że zasłonka się porusza, a już po chwili z wnętrza przymierzalni wychodzi moja przyjaciółka. Pięknie to brzmi prawda? Stałyśmy się przyjaciółkami i naprawdę jestem z tego szczęśliwa. Wracając do tej nieszczęsnej sukienki. Prawdopodobnie znalazłyśmy nareszcie idealną. Janet wyglądała w niej bosko. Krótka czerwona sukienka, która świetnie podkreśla jej figurę. Nic dodać, nic ująć. Po prostu wyczekiwany strzał w dziesiątkę po tak długich poszukiwaniach.
-I jak?
-Janet wyglądasz wspaniale. Musisz pójść w tej sukience, ona leży na tobie idealnie.
-Myślisz?
-Tak.
Janet uśmiechnęła się w odpowiedzi i poszła z powrotem w celu ponownego przebrania się. Po wyjściu kupiła swoją zdobycz i poszłyśmy jeszcze do małej kawiarenki na jakieś słodkie ciastko i herbatę. Zamówiłyśmy sobie czekoladowy sernik i rozmawiałyśmy bez przerwy śmiejąc się. Znamy się od nie dawna, ale przy niej czuję jakby była moją przyjaciółką od zawsze. Cieszę się, że złapałam z siostrą Michaela taki dobry kontakt.
-Dobra zbieramy się, bo mój braciszek nie przeżyje pół dnia bez ciebie.
-Nie przesadzaj.
-Nie przesadzam. Wiem co mówię. Przy tobie się zmienił. Jest częściej uśmiechnięty i odżył. Od kiedy pojawiłaś się w jego życiu to już nie jest samotny, on potrzebował takiej osoby jak ty.
-Dziękuje Janet, te słowa wiele dla mnie znaczą. Michael naprawdę był samotny?-zapytałam ze smutkiem.
-Tak. Wiesz on nie wiedział komu może zaufać. Większość osób wykorzystywała go żeby stać się sławnym lub dla pieniędzy. Przejechał się wiele razy na fałszywych przyjaźniach i bał się szukać tych prawdziwych, wiarygodnych przyjaciół. Samotność go powoli wykańczała, ale pojawiłaś się ty. Teraz chodź, odwiozę cię do Neverlandu.
Ani się obejrzałam, a już musiałam się pożegnać z Janet i weszłam do domu. Zmęczona powędrowałam do kuchni w celu napicia się szklanki wody, ale przeszkodziła mi w tym grająca muzyka. Poszłam za nią i ujrzałam Michaela, który ćwiczył w sali tanecznej. Weszłam po cichutko do środka i usiadłam pod ścianą, aby móc mieć lepszy widok na niego. Nie mogłam oderwać od niego wzroku. Każdy jego krok wyglądał na wykonywany z łatwością, a przecież one są takie trudne. W tej chwili widziałam go w jego żywiole i mogłam doświadczyć czegoś magicznego. Wystarczy parkiet, mikrofon i on sam, żeby działa się magia. Przy nim to nawet magiczny pył Dzwoneczka już nie jest taki wspaniały. Z radia poleciały pierwsze takty piosenki "I Just can't stop loving you", a Michael dokładnie w tym samym momencie się odwrócił i mnie zobaczył. Podszedł do mnie powoli i zmęczony przysiadł obok.
-Kiedy wróciłaś?
-Jakieś 20 minut temu.
-Czyli długo mnie tu już podglądasz?
-Dosyć długo.
Wziął butelkę wody i się napił, a ja wstałam, bo również chciałam ugasić pragnienie. Dlatego chciałam się udać do kuchni, ale Michael nie wypił całej wody, więc napiłam się po nim.
-Ej moja woda-powiedział głosem pięciolatka.
Posłałam mu całusa i znów upiłam łyk. Michael wstał i zbliżył się do mnie. Złapał mnie w pasie i niebezpiecznie blisko mnie do siebie przysunął. Później złapał moją dłoń i okręcił mnie, abym na końcu mogła bezpiecznie wylądować w jego ramionach.
Poczułam jakieś przyjemne ciepło w sercu. Uśmiechnęłam się i mocno wtuliłam głowę w zagłębieniu jego szyi. Michael ucałował mnie we włosy i po chwili się odezwał.
-Mam do ciebie bardzo ważne pytanie. 
-Jakie?
-Dostałem zaproszenie na przyjęcie, które ma odbyć się pojutrze. Będziesz mi towarzyszyć?
Spojrzałam na niego z nieukrywanym zdziwieniem.
-Michael ja zgadzam się, ale na pewno chcesz się pokazać ze mną na jakimś przyjęciu?-zapytałam niepewnie.
-Nie pytałbym gdybym nie był pewny. Proszę nie chcę iść bez ciebie.
-Michael, ale ja nie mam nic na takie okazje.
-Dam ci pieniądze i pojedziesz jutro z Janet na zakupy-spojrzał na mnie błagalnie.
-Michael ja nie chcę twoich pieniędzy.
-To tylko jedna sukienka. Nie zbawi mnie to, a po za tym niech to będzie prezent na twoje urodziny.
-Tylko, że ja mam urodziny za miesiąc.
-Proszę?
-No dobrze.
-Dziękuje!-krzyknął i okręcił mnie w uścisku jego rąk. 
-Wariat-powiedziałam jak w końcu mnie puścił.
-Ale kochany-poruszył brwiami.
-Skąd ty tego taki pewny jesteś?
-Widzę jak na ciebie działam.
-Czy ty przypadkiem nie byłeś nieśmiały?
-A tam przy tobie nie jestem.
Pokręciłam zrezygnowana głową i poszłam do kuchni. Nie miałam zielonego pojęcia co zrobić na obiad, brakowało mi pomysłów. W końcu jednak wymyśliłam. Postanowiłam zrobić zapiekankę makaronową z warzywami i serem. Wiedziałam, że Michael nie je mięsa, więc to danie będzie świetne i łatwe do przygotowania. Pokroiłam warzywa, które mi się przydadzą i wyjęłam makaron z szafki. Wszystko ładnie usadziłam na głębszym talerzu i na koniec posypałam wszystko serem. Potem wsadziłam moje dzieło do piekarnika i czekałam na końcowy efekt. Kiedy już wyjmowałam danie i dawałam na stół to do kuchni akurat wparował Michael. 
-Mm, a co tak pysznie pachnie?
-Zapiekanka. 
Michael skosztował, a ja próbowałam odczytać z jego twarzy czy mu smakuje.
-To jest przepyszne, jesteś genialna-powiedział i zaczął wcinać.
-Michael co to w ogóle za przyjęcie?
-Szczerze będzie mało osób. To tylko takie tam małe przyjęcie dla osób, które pomagały podczas mojej trasy koncertowej.
-Rozumiem, czyli tancerze i takie tam?
-Tak. Tancerze i takie tam-naśladował mój głos.
Zachichotałam na ten widok i sama zabrałam się za konsumowanie obiadu, który przygotowałam. Po zjedzenie razem pozmywaliśmy i udaliśmy się na spacer. Szliśmy w ciszy i każde z nas rozmyślało nad czymś dość intensywnie. Ja myślałam nad tym co czuje do Michaela. Wmawiam sobie samej, że jest moim przyjacielem, ale na jego widok moje serce zaczyna szybciej bić, a jego uśmiech to dla mnie najpiękniejsza rzecz na świecie. Sama już nie wiem co mam o tym myśleć.
***
Co chwilę patrzyłem na idącą obok mnie Emmę. Ona jest taka piękna i wyjątkowa. Czy może być coś piękniejszego na świecie niż ona? Dla mnie nie ma takiej rzeczy. Ona jest tą jedyną moją myślą codziennie. Myślę o niej cały czas. Od początku aż do końca dnia. Przy nikim nie czuje się taki pewniejszy siebie i wyluzowany niż przy niej. Ona mnie kolosalnie zmieniła, ale na lepsze i wiem, że nie pozwoliłbym jej teraz odejść. Za wiele dla mnie znaczy.


  • Jak pewnie zauważyliście dzisiaj pojawiło się więcej zdjęć i gifów. Postaram się, aby tak było od teraz w każdym rozdziale. Sądzę, że to ciekawiej wygląda. Mam nadzieję, że wam się spodobał rozdział i przepraszam, że pojawił się po takiej długiej przerwie, ale sami wiecie szkoła i wiele innych obowiązków. Czekam na wasze komentarze, dziękuje ślicznie za ostatnie i Pozdrawiam ♥




sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 7

Uchyliłem delikatnie swoje powieki i ujrzałem wtuloną we mnie Emmę. Wczoraj tak zasnęliśmy i muszę przyznać, że po raz pierwszy od bardzo dawna spałem tak spokojnie i bez potrzebny brania tych tabletek. Szukałem wiele sposobów, żeby się od tego uwolnić, ale przecież Emma jest dla mnie lekarstwem na każde moje problemy i kłopoty. Przypomniałem sobie wczorajszą sytuację. Nie chce wiedzieć co by się stało gdybym wczoraj nie zdążył na czas. Nie mogę zostawiać Emmy samej. Najlepiej kiedy będę zawsze przy niej i będę ją wspierał. Od kiedy mieszka w Neverlandzie zrobiła ogromny postęp. Zapomina powoli o przeszłości, a na jej pięknej twarzy coraz częściej gości szczery uśmiech. Po za tym ja nie jestem już taki samotny. Ona rozumie mnie bez słów, jest moją bratnią duszą. Wie czego potrzebuje, czego pragnę, zna moje tajemnice, zna mnie i akceptuje mnie takim jakim jestem. Nie wierzy w te wszystkie kłamstwa jakie wypisują w gazetach po prostu pozwoliła mi pokazać jaki naprawdę jestem. Jestem jej za to ogromnie wdzięczny. Zaufała mi i to bardzo mnie ucieszyło. Po tym co przeszła musiało jej być na pewno bardzo ciężko uwierzyć w moje dobre intencje, ale udało się. Teraz mi ufa i jestem jej najbliższą osobą. Nie rozumiem jak taka niewinna istota jak ona mogła zostać tak bardzo zraniona. Przecież ona niczym nie zawiniła. Po prostu była sobą. Dlaczego ludzie muszą cierpieć? Nie wyobrażam sobie tego co musiała przejść. Jednym zdaniem przeszła piekło. Mimo to mogę być dumny, że z moją pomocą jej depresja odeszła. Jestem z tego bardziej dumny niż z jakiejkolwiek nagrody. Emma stała się dla mnie wszystkim, czymś najważniejszym. Nie mogę tego dłużej przed sobą samym ukrywać po prostu się zakochałem. Wiem, że nie powinienem, ale to moje serca wybrało dla kogo ma bić. Emma jest inna niż reszta kobiet, które znam. Nie zależy jej na mojej sławie czy pieniądzach. Mogę być pewien jej dobrych intencji. Jednak boje się, że moja miłość do niej może zniszczyć to co jest pomiędzy nami. Nie chcę jej stracić jako przyjaciółki. W ogóle jej nie chcę tracić. Prawdą jest to, że chciałbym aby była moja. Chciałbym móc ją przytulać, całować i cały czas być obok niej. To moje marzenie. Spojrzałem jeszcze raz na nią. Pogrążona we śnie i nie świadoma tego jaki teraz w mojej głowie znajduje się bałagan związany z jej osobą. Wyswobodziłem się powoli z jej uścisku i ucałowałem jej czoło i policzek. Przeciągnąłem się i pomaszerowałem do kuchni przygotować śniadanie. Emma najbardziej lubi naleśniki, ale wczoraj też je jadła, więc postanowiłem zrobić gofry z czekoladą, truskawkami i bitą śmietaną. Włączyłem po cichu radio i zacząłem przyrządzać wcześniej zaplanowane poranne jedzenie do tego tańcząc i śpiewając.
***
Stałam w progu kuchni już z dobre dziesięć minut i przyglądałam się temu wariatowi przede mną. Śpiewał do łyżeczki i tańczył. Ledwo co powstrzymywałam śmiech i nie mogłam od niego oderwać wzroku. W końcu się obrócił i mnie ujrzał.
-Długo tak tu stoisz?-zapytał rumieniąc się.
Uwielbiam kiedy się rumieni. To naprawdę bardzo słodkie i takie kochane. On jest ideałem. Jest aniołem zesłanym mi z nieba. Nie mam przy sobie nikogo tak bardzo bliskiego jak on. Co dzień wywołuje u mnie tyle emocji jak nikt inny. Najpierw potrafi mnie zezłościć, a już po chwili rozśmiesza mnie do łez. Czasami mnie onieśmiela, a już po chwili pozwala, żebym na chwilę mogła być bardziej pewna siebie niż on. Jak tu nie obdarzać takiego wspaniałego człowieka jak on miłością? Moim największym marzeniem jest to, żeby ludzie którzy piszą na jego temat te wszystkie bzdury, zapłacili za to. Wierzę w to, że zostaną za to ukarani. Bo przecież za ranienie takiego dobrego i pomocnego, opiekuńczego człowieka jak Michael jest na pewno jakaś wysoka kara.
-Wystarczająco długo-odpowiedziałam po dłuższej chwili.
-Kiedy wstałaś?
-Zaraz po tobie-usiadłam na krzesełku-co tam przygotowujesz?
-Niespodziankę.
Uśmiechał się, a ja mogłam podziwiać jego wspaniałe dołeczki w policzkach. Już po chwili postawił przede mną talerz z goframi. Wzięłam gryza i spojrzałam na Michaela, który siedział naprzeciwko mnie.
-Pycha-Michael zachichotał-a ty z czego się znowu śmiejesz?
Nie odpowiedział tylko podszedł do mnie i palcem starł czekoladę z mojego policzka na co ja poczułam jak się rumienię. Kiedy nie zwracał uwagi na moje dłonie, postanowiłam mu zrobić mały kawał. Odcisnęłam mu trochę czekolady na nosie. Wyglądał tak słodko i nie mogłam powstrzymać śmiechu kiedy próbował dokładnie pozbyć się maseczki z musu czekoladowego. Upiłam łyk soku pomarańczowego i jakby nic się nie stało poszłam się przebrać. Wróciłam i ujrzałam Michaela, który nakładał na rękę bitą śmietanę. Pewnie chciał się zemścić, ale niestety przejrzałam jego plany. Zgarnęłam z półki butelkę z wodą i kiedy Michael zmierzał w moją stronę z ręką schowaną za plecami ja nie czekając na jego ruch po prostu go oblałam. On się tego nie spodziewał i nigdy nie przegrywa w takich bitwach. To oznaczało, że właśnie rozpoczęłam wojnę w której mogę przegrać. Nawet nie zarejestrowałam chwili, kiedy ten wariat wziął mnie na ręce. Zmierzał w stronę basenu i wiedziałam do czego zmierza. Na nic się zdały moje błagania, krzyki i machanie rękami czy nogami. Niestety wylądowałam w wodzie. Wyszłam cała mokra i stanęłam przy krawędzi. Czułam jak po całej mnie spływa woda, ale na szczęście słońce dość mocno świeciło. Udałam obrażoną, a Michael do mnie podszedł i mnie przepraszał. Korzystając z tej przewagi to tym razem ja go popchnęłam do wody.
-O ty, jak mogłaś?
-Widocznie mogłam-wystawiłam język w jego stronę.
Znalazł się obok mnie i staliśmy tak cali mokrzy patrząc na siebie. Z każdą chwilą byliśmy coraz bliżej siebie i teraz już czułam jego oddech, a nawet słyszałam bicie serca. Tą wyjątkową chwilę oczywiście musiał ktoś przerwać.
-Cześć braciszku-odskoczyliśmy od siebie.
-Janet? Co ty tu robisz?
-Przyjechałam was odwiedzić i znów was spotykam w podobnej sytuacji co ostatnio, ale nie będę komentować. Mam sprawę do Emmy.
Michael zrobił zrezygnowaną minę i zalał się rumieńcem. Ja pobiegłam się przebrać i po wszystkim już siedziałam z Janet w altance.
-Pojedziemy razem na zakupy? Mój przyjaciel zaprosił mnie na urodziny i muszę wybrać jakąś sukienkę, a ty nadajesz się do pomocy idealnie.
Ucieszyłam się, że Janet chciała ze mną wybrać sukienkę. Poczułam, że naprawdę możemy zostać wspaniałymi przyjaciółkami.

  • Na początek przepraszam, że rozdział taki krótki. Pragnę wam podziękować za komentarze pod ostatnim rozdziałem i Pozdrawiam ;)
  • Dziś bardzo ważny dzień dla każdego fana tego wspaniałego aniołka. Każdy z nas na pewno za nim tęskni i co mogę więcej napisać? Dzień dzisiejszy jest pewnym przypomnieniem dla świata o tym, że żył taki człowiek jak Michael Jackson. Nie tylko niesamowity piosenkarz, ale również niesamowity człowiek. Nikt bardziej od niego nie pragnął dobra i pokoju. On stał się dla nas wzorem do naśladowania i to on jest naszą codzienną myślą. Jest nie tylko idolem czy ulubionym artystą. Jest kimś więcej. Dla prawdziwych fanów jest ojcem, bratem, wujkiem, motywatorem, nauczycielem i autorytetem. Można by o nim pisać godzinami. Mam nadzieję, że tam gdzie teraz znajduje się nasz aniołek to jest szczęśliwy i dumny z nas wszystkich. Kochamy cię Michael i Wszystkiego Najlepszego ♥



niedziela, 23 sierpnia 2015

Rozdział 6

Zeszłam na dół do kuchni i nie ujrzałam żywej duszy. Nigdzie nie było śladu Michaela. Dopiero po chwili zauważyłam karteczkę przyczepioną do lodówki.
Musiałem pilnie pojechać do studia. Przepraszam cię, że tak wyszło. Jak wrócę to poszalejemy na karuzelach. Odpoczywaj i nie rób nic głupiego.
Michael.
Tak brzmiała treść wiadomości. Na początek postanowiłam, że zjem śniadanie, więc też tak zrobiłam. Jednak, żeby zajęło mi to dość czasu i żebym się nie nudziła, postanowiłam zrobić naleśniki. Usmażyłam ich trochę więcej na wszelki wypadek też dla Michaela. Kiedy zjadłam postanowiłam pójść się przejść. Przechodząc obok bramy Neverlandu, dostrzegłam samochód, który na pewno nie należał do Michaela. Dopiero po chwili wyszła z niego kobieta. Na początku jej nie poznałam, ale jak podeszła bliżej to od razu zrozumiałam kim jest. Zaczęłam się gotować w środku na sam jej widok, a nawet nie odezwała się jeszcze ani słowem. Przeszła przez bramę i podeszła do mnie. 
-Widzę, że małpa sama?
-A pani ośmiornica czego tu chce?-nie pozwoliłam się jej wymądrzać ani wyzywać.
-Jest Michael?
-Nie ma, a czego od niego chcesz?
-Nie twoja sprawa. Tylko nasza, a tak nawiasem mówiąc jesteście razem?-chciałam, żeby ten uśmieszek jej zniknął z twarzy, więc postanowiłam skłamać. Może wtedy się odwali.
-Tak, a dlaczego pytasz?
-Już nie długo. Jestem w ciąży z Michaelem i ciebie będzie musiał rzucić-ona w ciąży? Z Michaelem? To zabrzmiało jak niesmaczny żart.
-Mówisz prawdę?
-No raczej.
-Ok Michael jest w studiu, możesz do niego pojechać.
-Grzeczna dziewczynka-i odeszła.
Ja popędziłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Przecież Michael ostatnio mi tłumaczył, że pomiędzy nim a Brooke nic nie ma. Czyżby mnie okłamał? Przecież Michael taki nie jest. A jeśli jednak mnie okłamał? Boże, tyle myśli na minutę, że nie mogę wybrać jednej sensownej historii. Możliwe, że ta cała Brooke to zmyśliła, ale po co miałaby to robić? Jeśli nawet to nie mogę tu dłużej zostać, przecież za niedługo pojawi się tu ich wspólne dziecko i będą je razem wychowywać. Zaczęłam się pakować. Po kolei wszystkie ciuchy i moje rzeczy. Do mojej skromnej garderoby doszła koszula Michaela. Piękna czerwona koszula. Zaciągnęłam się jego zapachem i na myśl, że wczoraj widziałam go możliwe po raz ostatni, zaczęłam płakać. Co chwila ocierając łzy, pakowałam co raz to więcej. Kiedy skończyłam, postanowiłam napisać Michaelowi kartkę. Nie mogłabym go zostawić tak bez słowa, nie umiałabym. 
Michael gratulację, jestem z ciebie dumna, że układasz sobie życie. Ja już nie mogę dłużej ci przeszkadzać do zobaczenia może kiedyś. Byłeś najlepszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała.
Emma.
W ten właśnie sposób się pożegnałam i czym prędzej odeszłam z Nibylandii. Musiałam jeszcze znaleźć transport, ale na szczęście jakaś miła starsza pani, zgodziła się mnie zawieźć do mojego starego mieszkania. Podziękowałam jej i w jak najszybszym tempie, znalazłam się na starych śmieciach. Nawet nie miałam siły się rozpakowywać. Po prostu położyłam się na starej, zniszczonej kanapie i płakałam, a z każdym wspomnieniem wspólnej chwili z Michaelem, zalewało mnie od groma łez i uczuć, których nie potrafiłam nazwać. Był tylko moim przyjacielem, a ja czuję ogromną pustkę. Tak jakby ktoś wyrwał część mnie i wyrzucił do kosza. Słowo Michael brzęczało mi w uszach, a w brzuchu robiło się ciepło jak pomyślałam o jego oczach i tym cudownym uśmiechu. Poszłam do łazienki i znalazłam jakieś tabletki. Chciałam wziąć tylko parę na uspokojenie, ale po co? Skoro już straciłam jedyną rzecz dla jakiej byłam w stanie żyć to nie lepiej się od razu zabić?
***
Wróciłem ze studia wściekły po tym jak Brooke stwierdziła, że jest ze mną w ciąży. Nieźle się pokłóciliśmy, ale w końcu przyznała się, że kłamała. Mówiła, że mnie kocha i chce ze mną być, ale moje serce wybrało kogoś innego. Ruszyłem do pokoju Emmy z bukietem róż w ręku. Chciałem jej zrobić niespodziankę i wynagrodzić to, że musiała być sama. Kiedyś wspominała, że róże to jej ulubione kwiaty, więc takie postanowiłem też kupić. Otworzyłem drzwi i spodziewałem się zobaczyć Emmę, ale zastałem pustkę. Podszedłem do łóżka, bo leżała na nim jakaś zawinięta kartka. Po tym jak ją przeczytałem, zareagowałem natychmiastowo. Kwiaty położyłem tam gdzie znalazłem kartkę, a sam wybiegłem na zewnątrz i od razu wsiadłem do samochodu. Z piskiem opon ruszyłem spod posiadłości i kierowałem się tam, gdzie pewnie pojechała Emma. Droga zajęła mi niecałe 15 minut. Nie bawiłem się w żadne przebieranki, po prostu wbiegłem do jej bloku i miałem gdzieś czy ktoś mnie rozpozna. Teraz liczyła się tylko i wyłącznie Emma. Stanąłem przed jej drzwiami i zapukałem. Nikt nie otwierał, a ja się zacząłem o nią bać. Nie wiele myślą, wyważyłem drzwi i zobaczyłem Emmę, która trzymała w ręku jakieś tabletki. Wyrwałem jej pudełko i spojrzałem na nią. Płakała i na mój widok od razu się do mnie wtuliła. Ja odwzajemniłem uścisk i pozwoliłem się jej uspokoić w moich ramionach. Co jakiś czas głaskałem jej długie, blond włosy.
-Tak bardzo bałam się, że cię stracę-załkała.
-Spokojnie jestem tu i nigdy nie pozwolę ci odejść-wtuliła się jeszcze mocniej.
Usiadłem na kanapie i pozwoliłem jej rozłożyć się na mnie. Wtuliła się w mój tors i zwinęła się w kłębek. Wyglądała tak słodko i niewinnie. Siedzieliśmy tak z dobre pół godziny, kiedy Emma się uspokoiła spojrzała na mnie.
-Czemu jesteś tu, a nie z Brooke?
-Ponieważ ty mnie potrzebujesz, a ona niekoniecznie.
-Ale jak to? Przecież jest w ciąży z tobą.
-Kłamała. Chciała znaleźć jakiś powód, abym do niej wrócił, ale to niemożliwe.
-Dlaczego?
-Po prostu moje serce pokochało kogoś innego-nie zadawała więcej pytań. 
Patrzyła na mnie uważnie i bawiła się co jakiś czas moimi lokami, opadającymi na twarz. Chcąc ją rozśmieszyć robiłem zabawne miny, a ona chichotała.
-Michael muszę ci coś powiedzieć, to ważne.
-Słucham?
-Kiedy Brooke zapytała czy jesteśmy razem powiedziałam, że tak żeby się odczepiła. Przepraszam wiem, że nie powinnam była.
-Emma spójrz na mnie-podniosłem jej podbródek, a ona utkwiła we mnie swoje zielone oczy-nie jestem zły. Niech tak myśli, może faktycznie da nam spokój. Do ciebie mam prośbę nigdy więcej jej nie wierz ani mnie tak nie strasz ok?
-Dobrze-uśmiechnęła się.
-A teraz całusek-wskazałem na mój policzek.
Emma już po chwili ucałowała mój policzek. Ja czując na swojej twarzy jej ciepłe usta, szeroko się uśmiechnąłem.
-To co, wracamy do Nibylandii?
-Tak jest Piotrusiu panie-zasalutowała jak w wojsku na co ja się tylko uśmiechnąłem. 
Wzięliśmy jej torbę i pojechaliśmy z powrotem do domu. Emma chciała od razu się pójść rozpakować, więc ja poszedłem zrobić nam herbaty.
***
Cóż za szalony dzień i to wszystko przez tą głupią babę. Dobrze, że Michael zdążył w samą porę, bo nie wiem co by się stało, gdyby nie przyjechał na czas. Weszłam do pokoju, a na łóżku leżał bukiet czerwonych róż. Wzięłam go do rąk i domyśliłam się, że są od Michaela. On jest moim aniołem stróżem. Zaciągnęłam się słodkim zapachem kwiatów i poczułam się jak w siódmym niebie. Nikt na świecie, nie troszczy się o mnie tak jak Michael. On naprawdę jest moim aniołem stróżem, bratnią duszą i najlepszym przyjacielem. Jest w moim życiu kimś wyjątkowym i nie pozwolę, aby coś nas rozdzieliło. Stał się dla mnie zbyt bliską osobą, żebym mogła od tak z niego zrezygnować. Usłyszałam krzyk Michaela z dołu, więc do niego poszłam. Siedział na kanapie z dwoma kubkami w ręku. Odebrałam swoją herbatę i ucałowałam jego policzek, a ten na mnie spojrzał zdziwiony.
-Za co?
-Za kwiaty i za to, że jesteś-przytulił mnie i włączył jakiś film.
Oglądaliśmy go do późnej godziny nocnej i nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam. Wiem jedno, zasnęłam szczęśliwa u boku mężczyzny, który jest idealny i jedyny w swoim rodzaju. 


  • Podoba wam się? Ja muszę przyznać, że mi do gustu nie przypadł. Poprawiałam go z pięć razy i ciągle mi coś nie pasuje, no ale opinie pozostawiam wam.
  • Dziękuje ślicznie wam kochani za ostatnie komentarze. Jesteście wspaniali :*
  • Tolka kochana dedykuję tobie ♥